intymnie. kobiety.

mój związek z żarciem ma status ‚to skomplikowane’

CZĘŚĆ I

Moja historia nie jest taka jak każda (chociaż każdy pewnie tak pisze).

Większa część historii rozpoczyna się od słów „od zawsze byłam gruba, pamiętam moje doświadczenia z przedszkola/szkoły/studiów”.

A ja tak nie miałam.

Mogłam przebierać w facetach. Bardziej nastolatkach, bo to były te czasy. Większość za mną się oglądała. Mogłam wybierać wśród przystojnych, bardziej przystojnych albo potrudzić się i mieć tego do którego każda wzdychała.

Chociaż wyśmiewano mnie z powodu wagi. Miałam wystające obojczyki oraz kości miednicy, zapadające policzki. Byłam i jestem mega wysoka, co skutkowało tym, że kiedy inni nosili rozmiar 34 ja miałam 38, kiedy inni mieli 38 ja miałam 40. Nie dlatego, że byłam gruba, dlatego, że nogawki były za krótkie przy moim rozmiarze, a swetry to bardziej topy się robiły. Tak się wstydziłam tego, że miałam te 20 kg więcej z powodu 20-30 cm więcej. Z biegiem czasu widzę, jaka byłam chuda, popadająca w anoreksję.  

I tutaj wchodzi motyw ze skrajności w skrajność.
Pewnie zastanawiasz się „to dlaczego się spasłaś”?

CZĘŚĆ II

Kiedy minął okres szkoły podstawowej, a ja wciąż nie widziałam problemu, one dopiero zaczęły napływać. Zaczęły się momenty, kiedy nastolatka chce wszystko w sobie zmieniać. Po kryjomu robiłam kolczyki w różnych miejscach, farbowałam włosy na każdy możliwy kolor, wygalałam je aby wyróżniać się czymś innym niż wzrostem.

Dzieciaki są bardzo wredne i dosadne. Co z tego, że byłam przeraźliwie chuda… Byłam wyższa, więc zawsze cięższa, przez co nazywałam się grubasem, spaślakiem. Zaczęłam się głodzić, unikać jedzenia.

Zaczęło się chodzenie po lekarzach, dlaczego rosnę a nie tyję, dlaczego unikam ważenia w szkole… nikt nie wiedział, że potrafiłam chodzić na wagary i siedzieć cały dzień w parku, aby tylko nie pójść do szkoły na ważenie. To samo było w szkole średniej. Bo nikt nie chodzi tam sam. Chodziliśmy zazwyczaj w trójkę, więc dwie osoby już wiedziałyby ile ważę. Tłumaczyłam sobie „przecież jestem wyższa o głowę lub dwie”, ale sama w to nie wierzyłam.

I wtedy nadeszła ona – C H O R O B A.
(nie anoreksja – nigdy jej nie stwierdzono).

CZĘŚĆ III

Mój związek z żarciem był/jest w statusie skomplikowany.

Pamiętam, kiedy dostawałam kieszonkowe raz w tygodniu w niedzielę, a w poniedziałek po pierwszej przerwie nie miałam już pieniędzy. Wtedy, to nie było dla mnie krępujące, bo nie odczuwałam na sobie wzroku innych. Kupowałam chipsy, batoniki – knopersy na potęgę. Kanapki wyrzucałam, albo hodowałam grzyba na dnie plecaka – przecież kanapki były mało interesujące. W końcu rodzice zauważyli, że w ekspresowym tempie giną mi pieniądze. Jakie to było zażenowanie, kiedy kazali mi na kartce napisać na co wydałam. 12 pozycji z czego nic, co naprawdę mogłam potrzebować.

Trochę jak Dr.jekyll i Mr.hyde. Z jednej strony gwiazda sportu szkolnego z drugiej rozpoczynające się utajone kompulsy.

CZĘŚĆ IV

Dziś mija :
-100 dni od kiedy nie palę
-49 dni od kiedy nie piję
-42 dni bez kompulsów

Co się zmieniło przez te 100 dni? Lepiej mi ze sobą – definitywnie .
Zapewne też jesteś silniejsza niż myślisz – ja właśnie o tym się przekonuję.

A Tobie czego brakuje do tej świadomości?

Alina

You Might Also Like

2 komentarze

  • Reply
    Bogusia
    19 marca 2016 at 23:09

    Nie palę od 10 lat . Bo tak . Bo paliłam papierosa i pomyślałam sobie : to jest ostatni . I tak się stało . Bez powodu i przyczyny. Może ,żeby udowodnić sobie,że dam radę ,że to ja decyduję ? Niestety to mój jedyny sukces 🙁 rozluźniam się wieczorami alkoholem , bo nic innego nie pomaga. A o kompulsywnym obżeraniu pomyślałam zupełnie niedawno. Jestem na drodze do samozagłady . I nie mogę tego zrozumieć, skoro umiałam powiedzieć ,że to jest ostatni papieros to dlaczego nie potrafię powiedzieć ,że to jest ostatni chips do ostatniego piwa ??? Nie jest jeszcze dramatycznie , ale wiem ,że jak się teraz nie ogarnę …to z każdym dniem będzie coraz trudniej. Już jest ciężko.

    • Reply
      Marta
      23 marca 2016 at 20:56

      Bogusia. Z papierosami jest trochę inaczej. Po odstawieniu, nie używasz i okazuje się, że nie są niezbędne do życia. Z jedzenie jest tak, że… jeść trzeba. Owszem, być może bez piwa i chipsów można, a mimo to rozbudzone smaki i kubki smakowe, potrafią nieźle namieszać z naszymi procesami przetwarzania emocji. Na szczęście jest to możliwe. Nie zostawaj z tym sama. Sięgaj po wsparcie! Koniecznie. Izolacja to najtrudniejsza część tej jedzeniowej zmory. Mocno pozdrawiam. I bardzo wspieram. marta

    Leave a Reply