kompulsywne jedzenie

Czego może uczyć dieta? 7 poważnych lekcji o jedzeniu i kaloriach.

Mam wrażenie, że całe życie walczę z wagą. Za duża, za okrągła, za gruba, za bardzo. Całe życie też słyszę rozmaite przekazy społeczne i rodzinne, że szczupła kobieta zawsze lepiej wygląda, zawsze znajdzie ładniejszą sukienkę i pewnie szybciej osiągnie sukces. Odkąd pamiętam odchudzam się. Bo zawsze chciałam ładniej wyglądać, nosić piękne sukienki i osiągać sukcesy.

Kiedy przeglądam swoje zdjęcia z przedszkola czy podstawówki, to widzę dziewczynkę większą niż reszta grupy. Szybciej urosłam, szybciej dojrzałam, szybciej zaczęłam być kobietą. To nie jest proste. Dzieci potrafią być okrutne. I pomimo tego, że ze zdjęć spogląda uśmiechnięta i otoczona przyjaciółmi osoba, pamiętam, och wciąż pamiętam, potwory siedzące w mojej głowie. Niechęć do stawania przed lustrem. Niechęć do zajmowania się swoim ciałem.

Mam za sobą kilkanaście albo i kilkadziesiąt diet, które obiecywały niesłychane sukcesy. I rzeczywiście, zdarzało się spektakularnie chudnąć pod reżimem rozmaitych katorżniczych zasad. Wyglądałam pięknie na zewnątrz, kupowałam sukienki w wymarzonych rozmiarach. Niestety, w środku dobrze znane potwory urządzały coraz to głośniejsze harce.

Dlatego też dzisiaj nie wierzę w restrykcyjne diety i liczenie kalorii. Kiedy doświadczasz poczucia samoobrzydzenia i niechęci do siebie, to nie jest dobra motywacja do zmiany. Jeśli z tego miejsca zaczynasz dietę, może ona doprowadzić do jeszcze większego samozniszczenia.

co masz na talerzu?


O tym, co i kogo mam na talerzu wyznałam odważnie TUTAJ

Zobacz, jakie lekcje odrobiłam, stosując swoje diety:

1.Strach przed zjedzeniem czegokolwiek

To zadziwiające uczucie, które pojawia się niemal natychmiast po rozpoczęciu każdej diety. Zaczynasz bać się jedzenia i wszystkich posiłków, które lądują w twoich ustach. Jedzenie zaczyna przerażać. Staje się nieprzyjacielem, którego się boisz. Może ci nawet burczeć w brzuchu z głodu, ale przecież nie sięgniesz po tego banana, prawda? Przecież nie jest przewidziany w Twoim menu.

2.Obsesja na punkcie jedzenia

Tak, to nic nowego. Jeśli odchudzasz się całe życie, to twój całkiem naturalny  stan, kiedy nieustająco myślisz o tym, co i kiedy zjesz. Jeśli jednak podejmujesz dietę i liczysz kalorie, to obsesja staje się większa. Monstrualna! Zmieniasz się w charczącego buldoga, który za wszelką cenę chroni swoje status quo i postanowienia. I nic więcej się nie liczy. Pamiętam awanturę jaką zrobiłam mojej mamie, gdy do marchewki dodała masło z bułką tartą. Był to mój jedyny posiłek tego dnia, oprócz wody, i wiadomo, masła ani tym bardziej bułki tartej, nie powinno tam być!

3.Jeszcze większa nienawiść do ciała

Nigdy nie miałam zdrowego obrazu swojego ciała, ale podczas wszelkiego rodzaju diet, ten obraz zdecydowanie się pogarsza. Z niechęcią spoglądam wtedy w lustro i widzę jedynie mankamenty. Brzuch, za duże biodra, cellulit. Ciało wielkie i miękkie jak ciasto drożdżowe, które napawa obrzydzeniem. Nigdy bardziej i nigdy więcej nie lubiłam siebie, jak właśnie podczas diet.

4.Unikanie spotkań z przyjaciółmi

Diety sprawiają, że jestem aspołeczna. Unikam spotkań, podczas których zazwyczaj wspólnie gotujemy, siadamy przy wielkim stole i opowiadamy historie. Przy jedzeniu oczywiście. To momenty, które zazwyczaj uwielbiam i kocham. To momenty, które mnie karmią nie tylko fizycznie. A jednak, jeśli zapętlam się w diety, unikam takich chwil. Pozbawiam się naturalnego stanu doświadczania radości i szczęścia. Unikam ze strachu i stresu. Zaczynam uważać, że nie zasługuję. O rety, jakie to wykrzywione i biedne myślenie.

5.Wyjścia na siłownię przestają cieszyć

Dlaczego? Bo kojarzą się wyłącznie z realizacją ambitnego celu, spalaniem kalorii i jeszcze większym wymaganiem od siebie. Nawet czynności, które naprawdę lubię, czyli basen albo rower, przestają cieszyć. Zaczynają być wyłącznie obowiązkiem. Kolejnym reżimem. Kolejnym zadaniem do odrobienia i skontrolowania.

6.Jedzenie to stres

Na lodówce znajduje się skrupulatnie przygotowana lista dań, które mogę lub nie mogę jeść. I wszelkiego rodzaju zachcianki, które się pojawiają, należy tępić. Natychmiast. Przygotowanie posiłków odbywa się zgodnie z planem. Zakupy odbywają się zgodnie z planem i uprzednio przygotowaną listą. Nie mam tutaj miejsca na delektowanie się i spontaniczność. Nie ma miejsca na zastanowienie, czy to naprawdę sprawia mi przyjemność. Jedzenie zaczyna stresować i pogarszać nastrój. Zaczynam się zastanawiać, czy dodanie garstki ryżu do tej dietetycznej zupy zaburzy harmonogram, czy nie. Czy zielony groszek jest możliwy, w tej sałatce, czy nie? Och, jakie to szalenie stresujące dylematy.

7.Wyjście po zakupy to walka

Wszędzie atakują smaki. W koszykach innych ludzi widzisz smakołyki, za którymi tęsknisz. Piekarnia właśnie wypuszcza ciepłe bułeczki, więc zapach roznosi się po całym sklepie. Chodzisz po sklepie z listą produktów, a wszędzie dookoła widzisz to, na co naprawdę masz ochotę. Rzygasz pomelo i greipfruitem. Nagle mandarynka rozbudza twoje apetyty. Masz ochotę na śliwkę i awokado. Ale nie. Nie można przecież.

mity i kity w odchudzaniu


O mitach i kitach w odchudzaniu przeczytasz TUTAJ

 

Dzisiaj uczę się akceptacji swojego ciała dokładnie w takim rozmiarze, w jakim jest dzisiaj. Każdego dnia na nowo odrabiam lekcję z lubienia siebie. Liczenie kalorii jest najbardziej obciążającym elementem. Olać to! Zdrowie jest ważniejsze od rozmiaru, prawda? Dlatego dzisiaj wolę lokować energię jaką poświęciłabym na dietę, do zaprzyjaźniania się ze swoim ciałem. Do sprawiania mu przyjemności. I do odpowiedzialności za jego dobre zdrowie. To też oznacza sport i zdrowe jedzenie. W znacznie jednak lepszej wersji. Odpowiedzialność to znacznie więcej niż reżim i kontrola. Odpowiedzialność niesie za sobą świadomość decyzji i wyborów. To najważniejsze lekcje, jakie odrabiam z lubienia siebie. Tobie też to polecam. Jeśli ciągle liczysz kalorie i czujesz się nieszczęśliwa.

Inspiracje

Maricia Lancione choruje na chorobę afektywną dwubiegunową. To zaburzenie, które wymaga leczenia farmaceutykami. Niestety, jednym z ubocznych skutków przyjmowania leków, jest stopniowe zwiększanie wagi. Maricia nie lubi swoich fotografii, na których widzi całe ciało. Zresztą, przyznaje uczciwie, że od zawsze walczy z wagą. A teraz, gdy przytyła około 15 kg, tym bardziej. Postanowiła więc zrealizować pewien eksperyment. Przez cały tydzień zajmowała się liczeniem kalorii i jej wnioski są bardzo podobne. Nic dobrego z tego nie wyszło!

„Tak więc, cały tydzień minął prędko. Czy zamierzam liczyć kalorie? Nie jestem pewna. Właściwie dziś wiem, że lepszym rozwiązaniem jest wydatkowanie całej tej energii na pracę nad pozytywnym obrazem mojego ciała niż nad uporczywym zmniejszaniem wagi i walką z kaloriami”.

Do napisania tego tekstu zainspirowały mnie również trzy inne teksty, które z serca polecam:

 

You Might Also Like

5 komentarzy

  • Reply
    karina szczesna
    17 marca 2016 at 20:44

    Podobają mi się wnioski ! Paradoksalna teoria zmiany 🙂 przestań się starać, zaakceptuje, polub, pokochaj – samo przyjdzie 🙂
    Pozdrawiam

    • Reply
      Marta
      17 marca 2016 at 21:33

      O widzisz Karina, nawet nie pomyślałam o paradoksalnej teorii zmiany 🙂 a to takie… ekhm… gestaltowe 😉 Dziękuję za inspirację! m.

  • Reply
    Bogusia
    19 marca 2016 at 22:51

    Wiecie co , że ja nigdy nie zastanawiałam się po co to robię ?A dziś dotarło do mnie ,że robiłam to dla wszystkich tylko zapomniałam o sobie …I trochę mi smuto. Ale może wreszcie czas pokochać siebie jako kogoś a nie coś ?

    • Reply
      Marta
      23 marca 2016 at 20:58

      Bogusiu, to całkiem słuszny i dobry kierunek! Podoba mi się! Ktoś do kochania. Ty do kochania. Brawo! I opowiedz koniecznie jak idzie 🙂

  • Reply
    Basiaz
    20 kwietnia 2016 at 17:17

    Ja wielokrotnie próbowałam puścić kontrolę. Nie liczyć kalorii, nie starać się, próbować się zaakceptować. Byle jeść rozsądnie. Odstawiłam całkowicie słodkie ale to dla mnie za mało. Wynikiem tego był ZAWSZE wzrost wagi. Ostatnio 10, 15, 20, 30 kilogramów szybko przyszło. Dużym wysiłkiem, kontrolą m. in prowadzeniem dziennika jedzenia zatrzymałam wzrost. Jak mogę polubić coś co zagraża memu zdrowiu (waga trzycyfrową)? I walczyć źle i bez walki w dłuższej perspektywie niedobrze (bo waga w górę).

  • Leave a Reply