XL psychologicznie

co odziedziczyłam w spadku na moim talerzu. historia o 4 ważnych kobietach.

Kiedy pierwszy raz zaczęłam zastanawiać się nad osobistą praprzyczyną emocji, które wkładam do talerza, nie przypuszczałam, że będzie to tak wrażliwe, przejmujące i intymne. Opowiem dziś o najważniejszych kobietach w moim życiu. Opowiem o kobietach, które wychowały i ukształtowały mnie oraz moje podejście do jedzenia. Tak, to będzie prywatny wpis. Ważna kartka z pamiętnika Marty. Uf. Aż poczułam gorąco, kiedy napisałam te słowa. Emocje są wciąż żywe. I dobrze! Rolą emocji jest życie!

Co masz na talerzu?
A wiesz czyje to jest?

Czy ty kiedykolwiek zastanawiałaś się na tym, skąd się biorą twoje ulubione smaki? Dlaczego sernik tak, a jabłecznik już niekoniecznie? Dlaczego owsianka za żadne skarby, a tarta marchewka wyłącznie w połączeniu z selerem? Skąd się wzięły dominujące przyprawy, potrawy i smakołyki w twojej kuchni? Widzisz… od jakiegoś czasu mocno zgłębiam te pytania. Tworzę drzewo genealogiczne własnego talerza. Zaglądam do lodówki i badam całą zawartość w kontekście pochodzenia. To fascynujące! I odpowiada na wiele innych, szalenie istotnych pytań!

Kogo znalazłam na moim talerzu? Oto przedstawiam sylwetki 4 ważnych kobiet.

1. Jola

Jola ma dzisiaj 55 lat. Jest szczęśliwą rozwódką, która wreszcie chodzi na randki. Dostaje kwiaty, czekoladki i bilety do teatru. Jola nosi różne rozmiary, w zależności od sezonu i okresu w życiu, które wahają się od 38 do 48. W jej garderobie jest osobne miejsce na cztery olbrzymie kartony z mnóstwem ubrań, w które „zmieści się jak wreszcie schudnie”.  Jola jest moją mamą i odkąd pamiętam, zawsze się odchudza. Lubi potrawy smażone w głębokim tłuszczu, mocno doprawione i obficie nałożone na talerz. Lubi słodycze w każdej postaci. Lubi wszelkie smakołyki. Doskonale przyprawia karkówkę i tego rodzaju mięsiwo przygotowuje najczęściej dla gości i domowników. Pieczone w dużej ilości rozmaitych sosów. Wszystkim smakuje. Nawet na zimno, do kanapek.

Jola wyraża swoją miłość przez rozmiar posiłku, dokładki i nakładanie potraw na talerz od serca. Talerze olbrzymy lądują pod moim nosem, gdy tylko wracam do domu. Dziś też. „Mamuś, przecież to za dużo” – próbuję zawsze się obronić. „No znasz mnie przecież. Jak będziesz chciała, to zostawisz. Nie musisz jeść do końca.” – słyszę w odpowiedzi przez całe życie.

Co wiem od Joli o jedzeniu?

Że trudno mu się oprzeć. Że jest pewna grupa potraw, wobec których można czuć się absolutnie bezbronnym. Że dokładki należą do integralnej części posiłku, a śniadania są niedobre. Że każdy dzień najlepiej rozpocząć od kawy. Że wszędzie w kuchni można odnaleźć rozmaite smakołyki w olbrzymich ilościach, niemal hurtowych. Że do tych szafek zagląda się najczęściej wieczorami lub w nocy. Że właśnie wieczorami pojawia się największy rodzaj ssania i głodu, któremu nie można się oprzeć.

Co jeszcze? Że nie warto dbać o konsekwencję, bo i tak się ulegnie pokusom. Że dogadzanie sobie jedzeniem jest związane z rytuałem poprawiania nastroju i uszczęśliwiania. Że służy odreagowaniu stresom. Że łączy się ze wstydem i stanowi coś, wobec czego jest się bezwolnym. Że jedzenie to przyjemność i trochę wstydu. Zawsze natomiast poprawia humor.

1 (7)


O emocjach objadania pisałam też tutaj – KLIK

2. Krystyna

To mama Joli i moja babcia. Babcia Krysia. Kochana i troskliwa kobieta, przez całe życie jest zapracowana i odpowiedzialna. Starsza od Joli o dwadzieścia kilka lat. Dziś już wdowa. Znakomita kucharka, która uwielbia wyszukiwać nowe smaki, oryginalne połączenia przypraw. Zmienia oryginalne przepisy, poszukuje inspiracji i lubi gotowanie. Wszyscy w rodzinie lubią gotowanie Babci Krysi.

Ona też się odchudza. Też odkąd pamiętam. Choć stara się bardzo dbać o linię i stara się, by nie przekroczyć pewnej liczby na wadze. W tej chwili narzeka, że tyje najbardziej podczas zimy i musi poszerzać ulubione spodnie. Nie widzę u Krysi nadwagi. Nosi rozmiar 42 lub 44. W zależności od sezonu. Ona sama siebie nie lubi. Twierdzi, że źle czuje się w swojej skórze. Twierdzi, że jest gruba.

Lubi jeść zdrowo. Kasza jaglana na śniadanie. Twaróg z awokado na drugie śniadanie. Zielona herbata. Kawa bez cukru.

Co wiem od Krystyny o jedzeniu?

Że trzeba uważać. Że nie wolno jeść skórki od pieczonego kurczaka, bo cholesterol. Że jajko na miękko tylko dwa razy w tygodniu, bo też coś tam jest niezdrowego. Że trzeba kontrolować to co się je i ile się je, bo nie wolno być grubym. Bycie grubym to choroba. Bycie grubym to nieładny wygląd. Ktoś gruby „wygląda jak torba od sera”. Spódnica źle się układa, nie można nosić krótkich topów, trudno wejść po schodach, bo od razu łapie zadyszka.

Że trzeba pić czystek. Jeść siemię lniane, czosnek i napar z drożdży. I inne czary-mary. Zazwyczaj co roku pojawia się nowy zestaw podobnych istotności do przestrzegania. W zależności od mody kulinarnej lub tego, co Krysia wyczyta w periodykach.

Krystyna na talerzu najczęściej ma poczucie winy. To oprócz smaku, mimo wszystko stres i kontrola. Przecież nie można sobie folgować. Nie można przesadzać. Za to trzeba uważać. Jedzenie łączy się ze stresem i poczuciem winy.

1 (6)

 


O konsekwencjach słowa „gruba” pisałam tutaj – KLIK

 3. Jadwiga

To moja druga babcia. Okrągła kobieta, którą pamiętam z nieodłącznym atrybutem, czyli fartuszkiem. Wiecznie w kuchni. Wiecznie przygotowująca jedzenie dla licznej rodziny. Jej kuchnia to polski klasyk. Bogato i tłusto. Schabowe. Bigosy. Żury. Kiełbasy własnej roboty. Wszystko zdecydowanie w rozmiarze XXL.

Co wiem od Jadwigi o jedzeniu?

Że to cel każdego rodzinnego spotkania. Stół ugięty pod potrawami. Obfitość i radość jedzenia. Że trzeba jeść. Bo w ten sposób wyraża się miłość i połączenie ze sobą ważnymi więzami rodzinnymi. Że nie można odmawiać jedzenia, bo to oznacza brak miłości. I chorobę. „Nie jesteś głodna? A może ty chora, dziecko jesteś, co?” Niestety, tylko tyle pamiętam o Jadwidze, zagłębiając się w rodzinne historie.

jadzia

 


Pamiętniki Grubasów z wieloma historiami o jedzeniu i konsekwencjach – KLIK

 

4. Marta

Co mogę więc dzisiaj wiedzieć o jedzeniu wychowując się w takich prawdach i postawach?

Tak więc ja, Marta. Lat trzydzieści i trochę. Rozmiar 42/44. Kocham celebrować gotowanie i kocham spotykać się z najbliższymi przy stole. Lubię pichcić. Lubię uczyć się gotować. Lubię odkrywać smaki. Lubię jeść. I mam na swoim talerzu wiele emocji.

Emocje na moim talerzu to poważne lekcje, które wciąż konsekwentnie odrabiam. Uczę się zaglądać na swój talerz i do swoich garnków. Uczę się sprawdzać, skąd pochodzą znajdujące się tam emocje i czy chcę wciąż je realizować. Wiele z nich przez lata więziło mnie w mocnych sidłach. Wiele z nich zabierało radość smaku. Wiele z nich kaleczyło obraz siebie, ciała i rozmiaru.

Mam za sobą walkę z paraliżującym wstydem. Widziałam siebie jako wieloryba, który nie może nosić kolorowych i zwiewnych sukienek, bo przecież ma za wielki rozmiar i musi schudnąć. Mam za sobą walkę z poczuciem winy. Bo przecież ważę za dużo i pewnie jestem chora na wszystkie możliwe dolegliwości, które pochodzą z mojego sposobu odżywiania.  W związku z tym mam za sobą okres radykalnej kontroli posiłków i wielu restrykcyjnych diet. Pamiętam to zalewające poczucie obrzydzenia, złości i strachu, kiedy zjadłam talerz gotowanej marchewki polanej masłem wymieszanym z bułką tartą. Był to jedyny posiłek tego dnia, do którego się zmusiłam. A dostałam z masłem! Mówiłam, że chcę bez masła! Masło ma tyle kalorii i cholesterolu! Mam za sobą okres przekarmiania mojego partnera, kiedy nie wyobrażałam sobie, by zabrakło ciepłego obiadu, kiedy wracał z pracy. Mam za sobą stres, bezsilność, zajadanie i napady obżarstwa. Szczególnie wieczorami. A potem poczucie winy, że zjadłam i znowu przegrałam.

1 (8)


O mitach i kitach w odchudzaniu – KLIK

Kogo masz na talerzu?

Odziedziczyłam w spadku wiele przekonań i sposobów postępowania z jedzeniem. W wielu przypadkach to smutna i przytłaczająca historia. W innych całkiem zdrowa, smaczna i otwierająca na nowe doświadczenia. Wszystkie trzy przywołane dziś kobiety to bliskie mojemu sercu osoby. Widzę je jako piękne, pełne serca i pełne miłości kobiety. Dziś wiem, że każda z nich ma swoje własne dziedzictwo i swoją własną historię związaną z jedzeniem. Swoje babcie i prababcie.

Historia jedzenia pokazuje jak to jest ważny związek i jak ścisła relacja połączenia. To łańcuch przyczynowo skutkowy, który często nosimy ze sobą nieświadomie. Odkrywanie zależności, sprawdzanie i zaglądanie do tej historii, pozwala zrozumieć wiele mechanizmów działania. Sprawdź jak to jest u ciebie, a być może odkryjesz coś, co pozwoli ci dzisiaj bardziej świadomie zadecydować o swoim rozmiarze i tym, co decydujesz się umieścić na talerzu. Powodzenia. To być może bolesna, ale i całkiem odkrywcza podróż. Zachęcam, ponieważ naprawdę warto się w nią wybrać.

Ptasie mleczko w nagrodę!

Fragmenty tego wpisu wygłosiłam w ubiegłym tygodniu na Małopolskim Kongresie Kobiet. Dziękuję Organizatorom za zaproszeniem a wszystkim Uczestniczkom za aktywny udział, wiele pytań i przyjazne przyjęcie. Nie przypuszczałam, że mikrofon wywoła tyle emocji! Przyznam się, byłam porusza i przejęta. Wydawało mi się, że wyglądam grubo w dżinsach. I że za dużo się jąkam. Marzyłam o czekoladzie od razu po. Zjadłam ptasie mleczko. Kilka sztuk. Nagrodziłam siebie za odwagę, a niezdrowe emocje pożegnałam w marszobiegu wieczornym. To było ważne spotkanie.
Do zobaczenia za rok.
Już coraz mniej boję się mikrofonów.
marta

małopolski kongres kobiet kongres 2 kongres 1

Zdjęcia dzięki uprzejmości Fundacji Partnerstwa dla Środowiska w ramach projektu Produkt Lokalny Małopolska.

You Might Also Like

1 Comment

  • Reply
    Czego może uczyć dieta? 7 poważnych lekcji o jedzeniu i kaloriach. – PSYCHOLOGIA | KOBIETA | ŻYCIE
    16 marca 2016 at 19:38

    […] O tym, co i kogo mam na talerzu wyznałam odważnie TUTAJ […]

  • Leave a Reply