intymnie. kobiety.

moje ciało jak krajobraz po bitwie

Tytułem wstępu…

Jestem taką babką, jakich jest miliony – zwyczajną, żyję sobie w swoim świecie, bez ekscesów w stylu ‘przejechała całą Polskę na deskorolce’.

Przez 7 lat chorowałam na zaburzenia kompulsywnego objadania i depresję. Sama siebie zdiagnozowałam i praktycznie zmusiłam do walki o własne zdrowie. Kiedyś byłam zahukanym dzieckiem, które bało się własnego cienia. Od 2009, czyli od czasu, kiedy opuściłam moją wioskę pod Krakowem, bardzo się zmieniłam: dorosłam, zmądrzałam. Jestem eksperymentatorką, profesjonalnym spełniaczem moich marzeń, poszukiwaczką sensu życia.

10 lat temu na pytanie, ‘Kim jesteś?’ odpowiedziałabym, że nikim, nie ważne, proszę zapytać kogoś innego. Dzisiaj odpowiem, że jestem kobietą, która zrobi wszystko żeby być szczęśliwa.

Od stycznia 2015 prowadzę bloga Hey Ho, który zaczął jako lifestyle, ale skończył na tym co interesuje mnie najbardziej – rozwój i temat krągłości.

Jak widzi mnie świat? Właściwie to nie mam pojęcia, bo, kiedy przypadkiem ktoś dzieli się spostrzeżeniami na temat mojej osoby, zawsze jestem zaskoczona. Zapytałam, co sądzi o mnie młodsza siostra i odpowiedziała tak:

‘Inteligentna, uparta, wrażliwa, kreatywna, zabawna. Zorganizowana. Czasami też i wybuchowa. ‘

Jakie historie nosi Twoje ciało?

Kiedy patrzę w lustro jestem dumna z siebie. Lubię moje kształty, lubię to, że moje ciało dobrze mi służy, że staje się coraz mocniejsze, bo często chodzę na siłownię. Wiem, że nie jest ciałem pożądanym przez naszą kulturę, ale też ja nie chcę być częścią tej mentalności, bo nigdy niczego dobrego mi nie przysporzyła. Chcę to ciało chronić, żeby się rozwijało naturalnie i w swoim rytmie, a nie według tego, co dyktuje mi kolorowy magazyn.

Moje ciało jest jeszcze jak krajobraz po bitwie. Przez te 7 lat, kiedy naprawdę było ze mną źle i pochłaniałam duże ilości jedzenia, z biologicznego punktu widzenia radziłam sobie z etapami głodowania i biesiadowania po mistrzowsku. To znaczy, przerabiając wszystko na tłuszcz, ale nie chorując. Na szczęście! Gdyby tak pewnego dnia ciało powiedziało mi ‘Słuchaj, ja już nie wyrobię’ to byłby koniec.

Mimo wszystko, kocham moje ciało, bo jest dowodem na to, że mogę być, kim chcę bez względu na rozmiar. Świat tak bardzo uwziął się na tym, że wygląd ma znaczenie, że zapomniał o ciężkiej pracy. A ja zawsze ciężko pracowałam, bo tak nauczyli mnie rodzice oraz taką wybrałam sobie odskocznię. Z nieśmiałej grubaski mieszkającej na wsi, której sugerowano, że jej wartość spada wprost proporcjonalnie do rosnącej wagi, stałam się osobą, o której marzyłam 10 lat temu: babką, która poradzi sobie z wszystkim, niezależną od masowego myślenia i wolną.

Za czym Twoje ciało najczęściej tęskni?

Potrzebuje, żebym dała mu spokój z wymaganiami. Moje ciało potrafi samo regulować moją wagę, wie, czego chce. Potrzebuje zdrowego jedzenia, troski, odpoczynku, dużo wody, ćwiczeń, pielęgnacji. Potrzebuje jedzenia lodów o północy i otaczania się pozytywnymi ludźmi. Nie potrzebuje wyciętego z gazety zdjęcia Kate Moss z zaznaczonymi na czerwono wystającymi żebrami z napisem ‘BODY GOALS’.

Myślę, że moje ciało nie tęskni za niczym. Odkrywam je na nowo, uczę się jak cieszyć się z tego, że jest i funkcjonuje, spełniając jego potrzeby.

Gdyby Twoje ciało mogło mówić, co chciałoby opowiedzieć?

Najpierw na pewno by się wkurzyło i sklęło wszystkich po kolei, włączając mnie. Za te nierealne wymagania, za brak akceptacji, za potrzebę udowadniania, że można je kochać bez interwencji dietetyka. Opowiedziałoby o tym, że było mu źle, bo zostało napiętnowane bez przyczyny, nigdy nikomu nic nie zrobiło oprócz posiadania tendencji do magazynowania nadwyżki kalorii. Chciałoby opowiedzieć jak długo służyło, jako bariera ochronna przed światem, jakie to jest męczące walczyć z wiatrakami, jak akumulowało tłuszcz, żeby wzmocnić te konstrukcje, żeby te czarne dni, kiedy wszystko było nie tak, nie wżarły się do środka.

Powiedziałoby również, że dzisiaj wszystko jest w porządku. Że znalazło balans, zdrowieje, ma się dobrze, jest wdzięczne, że nie musi już spełniać oczekiwań.

Z czym Ci się kojarzy rozmiar, który nosisz?

Obecnie noszę rozmiar 44 i kojarzy mi się on z tą nieszczęsną paradą diet i kompulsywnego objadania, braku kontroli. Ale z drugiej strony, te dwie cyferki nie zawadzają mi. Zaakceptowałam to, że inaczej radzę sobie z emocjami, że droga do samoakceptacji jest wyboista, a ja – niezdarna. Często się potykam, ale każdy upadek to doświadczenie.  A rozmiar jest i już. Nie mam problemu z tym ile ważę, bo wszystko, co mam zostało osiągnięte tylko i wyłącznie dzięki mojej sile i inteligencji – wiem, że nie jestem ograniczona przez ubrania, jakie noszę.

Kiedy byłam w podstawówce i gimnazjum słyszałam wiele przykrych słów. Później wiele razy oberwało mi się za to jak wyglądam od rodziny, kręgu znajomych i przypadkowo spotkanych ludzi. Ale od czasu zamieszkania w Anglii częściej słyszałam komplementy, a przytyki nauczyłam się ignorować. Świat nie komplementuje mnie zbyt często, bo ja też nie szukam pochwał tak jak kiedyś. W zeszłym roku opublikowałam na blogu zdjęcia z sesji w pałacu Belvedere – był to pierwszy raz, kiedy pozowałam obcej osobie, strach, który oswoiłam.  Posypały się zachwyty. Było mi bardzo miło, tylko, że wtedy poczułam jak bardzo tych komplementów nie łaknę. Może dlatego, że mój chłopak codziennie mówi mi, że ładnie wyglądam, dotyka mnie, przytula, kiedy przychodzę do jego biurka o coś zapytać. Czerpię z tej relacji ogromną siłę, bo nikt nigdy nie podchodził do mnie i pytał ‘Mogę dotknąć Twojego brzucha? Strasznie go lubię! Tylko na chwilę, ok?’.

Dlaczego Twoim zdaniem tak wiele kobiet ma kompleksy?

Kompleksy wynikają przede wszystkim z założenia, że ta jedna norma piękna kreowana przez media jest ogólnym wyznacznikiem wyglądu. A przecież media to maszynka do robienia pieniędzy dla przemysłu dietetycznego, odzieżowego, farmaceutycznego, kosmetycznego… Komunikaty są tak konstruowane, żeby wmówić kobiecie, iż coś jest z nią nie tak, inaczej nie kupi ona kolejnego środka odchudzającego, balsamu drenującego, nie zacznie zbierać na liposukcję czy wycinanie żeber, żeby uzyskać talię a la Cher.

Uważam też, że drugą po wyglądzie, przyczyną kompleksów jest kolektywizacja, czyli wolimy wszystko zaklasyfikować sobie w jedną kategorię. Nie mam pojęcia dlaczego jednolitość jest taka modna. Czasami czytam komentarze na IG Ewy Chodakowskiej- wydaje mi się, ze gdyby istniała możliwość klonowania i przeszczepu mózgu to po ulicach chodziłyby same Ewy. Rzadziej czytam ‘Ćwiczę, żeby moje ciało było ładniejsze’, za to grzesznych wyznań w stylu ‘Ćwiczę, żeby wyglądać tak jak Ty’ jest wiele. Gdzieś po drodze zgubił nam się filtr różnorodności, uparliśmy się, że jest jeden bóg. To samo dotyczy inteligencji, ścieżki kariery, orientacji seksualnej. Bardzo mało jest osób, które akceptują różnorodność w całej krasie, częściej spotkamy człowieka z wybiórczą tolerancją. Na szczęście takie ruchy jak Health at Every Size przywracają mi wiarę, że odczepimy się od takiej ciasnoty umysłowej.

Podsumowując: media napędzają kompleksy, ludzie je powielają. Jak je oswoić? Przede wszystkim wbić sobie do głowy, że nie ma czegoś takiego jak jeden wzorzec, kiedy chodzi o człowieka. Nie ma drugiej takiej samej osoby z takim samym zestawem cech charakteru, z tym samym bagażem doświadczeń, dlatego poczucie mniejszości jest kompletnie irracjonalne. Trzeba skupić się na sobie. I zrobić sobie przesiew kanałów informacyjnych, żeby dostawać mniej negatywnej papki.

Co Twoim zdaniem potrzebują kobiety, by lubić siebie?

Trudne pytanie! Nie znam nikogo, kto lubi siebie na 100%, nawet ja mam chwile, kiedy dopadają mnie czarne myśli. Za to wiem, co zrobić, żeby lubić siebie przynajmniej w 80% – trzeba doceniać siebie. Trzeba być wdzięcznym za to co się ma i codziennie dziękować za każdą dobrą chwilę. Ania z Wilczo Głodnej przypomniała mi o nawyku porannego i wieczornego dziękowania za trzy rzeczy w naszym życiu. Druga Ania (Anie to strasznie mądre dziewczyny!) z Aniamaluje radzi aby zrobić sobie słoik szczęścia. W lubieniu siebie nie chodzi o to, żeby powtarzać sobie ‘jestem piękna’ do skutku aż same w to uwierzymy, ale żeby zauważyć naszą wyjątkowość na podstawie tego co codziennie robimy.

Jakie przesłanie podarujesz innym kobietom?

Chciałabym, żebyśmy my, kobiety, poczuły, że nie jesteśmy same ze swoimi problemami i kompleksami. Wszystkie mamy lęki, gorsze dni, ale to nie sprawia, że jesteśmy mniej wartościowe. Kiedy naprawdę czujesz, że jest źle, weź głęboki oddech i porozmawiaj z kimś. Jak nie masz z kim to napisz do mnie.

I coś od serca….

Dziewczyny, wszystko zależy od Was.

aneta pawlik

Autorka: Aneta Pawlik

Wiek: 26
Zajęcie: blogerka anetapawlik

Moje ulubione wpisy z bloga Anety:

Etapy leczenia kompulsywnego objadania
Treści przydane w leczeniu kompulsywnego objadania
Wszystko o jedzeniu intuicyjnym

You Might Also Like

4 komentarze

  • Reply
    Ola
    21 lutego 2016 at 18:07

    Cudne! Świetne babki jesteście. I mądre. Dziękuję za ten i inne posty.

  • Reply
    Marta
    21 lutego 2016 at 23:43

    Ola. Dziękuję. W imieniu swoim i Anety. Takie komentarze sprawiają, że rosną skrzydła.
    Pozdrawiam, m.

  • Reply
    karina szczesna
    17 marca 2016 at 20:56

    „Gdzieś po drodze zgubił nam się filtr różnorodności, uparliśmy się, że jest jeden bóg. To samo dotyczy inteligencji, ścieżki kariery, orientacji seksualnej. Bardzo mało jest osób, które akceptują różnorodność w całej krasie.” Bardzo to ważne właśnie to buduje w sobie każdego dnia tolerancję, akceptację i zachwyt nad innością…. choć nie zawsze mi wychodzi.

    • Reply
      Marta
      17 marca 2016 at 21:36

      Ćwiczenie zachwytów nad innością… wymagające, co? Ja się czasem łapię, że nie mam pojemności. Przyznaję się do tego. Całkiem uczciwie. I wymagam w związku z tym od siebie. Jak miło, że właśnie na ten fragment zwróciłaś szczególną uwagę. Jak to szczególnie miło dzisiaj. Taka też ważna lekcja. Dla mnie.

    Leave a Reply