kompulsywne jedzenie w mediach

życie z kompulsami. o jedzeniu napadowym.

„Najpierw zaczynam myśleć o tym, czego nie mogę lub nie powinnam zjeść. Bo dieta. Bo postanowienia. Bo wszystko. Chwilę później odczuwam silną potrzebę jedzenia. Jej zaspokojenie przynosi ulgę i daje ukojenie, wprawiając mnie w dość dobry nastrój. To jedyny moment dziwnego rodzaju szczęścia komfortu. Jednak wkrótce nie mogę się opanować i zaczynam się objadać. Wszystko, co znajdę pod ręką ląduje w ustach. Całe opakowanie ciastek. Chipsy. Dwa kilo bananów. Trzy paczki kabanosów. Cztery pączki. Lody, no tak, jeszcze lody! Całe opakowanie o smaku ciasteczkowym. Jem jak oszalała, aż czuję się całkowicie pełna. Wówczas pojawia się ogromne poczucie winy i złość na samą siebie. Znowu nie dałam rady.”

To dość uniwersalny łańcuch przyczynowo skutkowy w napadowym jedzeniu, które nazywa się też bulimią atypową, jedzeniem kompulsywnym, lub w anglojęzycznych źródłach binge eating disorder. Bolesna, trudna choroba, która cały czas, mam wrażenie, naznaczona jest nieprzychylną społeczną etykietą. Obżerasz się? No co ty! Musisz być rozlazła i leniwa. Przecież wystarczy zebrać się w sobie i zacząć ćwiczyć. Zacznij biegać. Idź do dietetyka. A w ogóle to pokochaj siebie. I znajdź w okolicy jakieś warsztaty z samoakceptacji i poczucia wartości. Zobaczysz, od razu przestaniesz.

Nie. Tak nie zadziała.
To jest choroba.
To cierpienie.

Cierpiący na nią ludzie tracą kontrolę nad spożywanymi produktami. I pomimo wielu obietnic, prób poprawy, rozplanowywania posiłków, przemyślanych zakupów i afirmujących karteczek przyklejonych do lustra, kiedy przychodzi napad, są bezradni wobec jedzenia. Kiedy tylko zaczynają jeść, nie potrafią przestać.

„Napycham sobie usta suchym chlebem posmarowanym smalcem, klęcząc na podłodze w kuchni. Jest trzecia w nocy. Nikt mnie nie widzi. Potem już się nie przejmuję i wyjadam smalec palcami. Jak się skończy, sięgam po słoik dżemu porzeczkowego. Jem, aż poczuję się pełna. Wraz z uciskiem brzucha pojawia się poczucie winy i przerażenie. Wtedy idę spać, w nadziei, że już nic nie zeżrę.”

Co odróżnia napadowe objadanie się od bulimii?

W odróżnieniu od bulimii, nawracające napady objadania najczęściej nie łączą się z drastycznymi metodami kontrolowania wagi. Osoby chore nie wymiotują, nie zażywają w masowy sposób środków przeczyszczających, moczopędnych czy odchudzających, nie przesadzają z ćwiczeniami fizycznymi, nie stosują ekstremalnych diet. Doświadczają natomiast regularnych epizodów napadowego jedzenia, które stopniowo zamieniają ich życie w cierpienie.

Dlaczego w tej chorobie nie pomoże rozpisana dieta i kontrola spożywanych posiłków?

Napadowe objadanie oznacza całkowity brak kontroli nad ilością i często jakością spożywanych pokarmów. Co więcej, choroba ta ma ścisły związek z emocjalnością. Dlatego też jakiekolwiek próby dietetycznej kontroli, nie przyniosą rozwiązania. Napady będą się powtarzać, jeśli chory nie zajmie się emocjami.

Binge eating disorder nie jest tylko zaburzeniem odżywiania- to również zaburzenie doświadczania emocjonalności, a więc spostrzegania, czyli percepcji emocji, ich rozumienia, ich adekwatnego nazywania i zdrowego zarządzania nimi.
To choroba czucia.

To nie tylko i wyłącznie behawioralne.
To głównie i – mam wrażenie że w największym stopniu – emocjonalne.

„Wprowadziłam próbę kontroli nad tym, co jem. Rozpisałam wszystko w tabeli, odhaczałam z sukcesami poszczególne punkty. Odnosiłam sukces kontroli, który konsekwentnie niszczył mnie od środka. Cały czas nienawidziłam swojego grubego ciała i nieświadomie czekałam na napad. Miałam wrażenie, że zrzucenie kilogramów będzie rozwiązaniem na wszystkie moje problemy. Czekałam i czekałam. Strasznie mnie męczyło to myślenie. Wykańczało od środka. Po trzech miesiącach wypełniania tabeli, wróciłam do objadania. Nic nie było w stanie mnie powstrzymać.”

 

5 głównych charakterystyk napadowego objadania

Indywidualne epizody kompulsywnego jedzenia są dość podobne, zarówno u kobiet i mężczyzn.
Pod tym względem można więc uczciwie przyznać, że są typowe.

Co zatem charakteryzuje napadowe objadanie? 

  1. Emocjonalność. Uczucia.

Temperatura i jakość doświadczanych emocji. Pierwsze kęsy przynoszą rodzaj zadowolenia, przyjemności, a nawet podekscytowania. Z ilością pochłanianego jedzenia pojawia się obrzydzenie, odraza, złość, bezsilność, poczucie zawiedzenia, smutek. Mimo to, część z osób, potrafi nadal jeść.

  1. Tempo jedzenia.

Dość szybkie. Najczęściej w pośpiechu, pewnej niechlujności. To rodzaj napychania sobie ust, często bez przeżuwania i celebracji. Sposób jedzenia jest automatyczny, większość osób deklaruje, że nie zwraca uwagi na smak i konsystencję pokarmu.

  1. Jak w transie.

Większość  osób doświadcza podczas napadów odmiennych stanów świadomości. Przyznają oni, że odczuwają wrażenie bycia jakby w transie, poczucie zatrzymania czy nawet nierealności, nieistnienia czasu. Typowe jest rozproszenie uwagi, automatyzm zachowania. To pozwala znieczulić emocje, poczuć się jakby wszystko działo się poza mną.Większość osób utrzymuje napady w ukryciu. Niekiedy przez wiele lat potrafią je zakamuflować i żyć z chorobą tle. To z kolei przynosi niesłychany rozmiar wyczerpania i zmęczenia. Czasami jedzą w łazience, w samochodzie, w piwnicy. Wszędzie, gdzie można zjeść bez obawy, że ktoś ich nakryje.

  1. Brak kontroli.

To z kolei odróżnia chorobę od zwykłego przejedzenia. Utrata kontroli może zaczynać się od samego początku, gdy tylko ktoś pojawia się w sklepie z intencją zrobienia zakupów spożywczych i bezrefleksyjnie wrzuca do koszyka produkty. Może też pojawić się nagle, wraz ze świadomością, że ilość zjedzonych produktów jest przesadzona.

  1. Syndrom nocny.

To dość mało przebadane zjawisko i nowe zjawisko, aczkolwiek coraz częściej występujące i może się łączyć z napadowym jedzeniem. Typową charakterystyką jest tutaj epizod jedzenia późno wieczorem, lub w środku nocy. Osoby doświadczające napadu są w pełni świadome (rzadko pojawia się odmienny stan świadomości i nie jest to też lunatykowanie!). Zjadane porcje wydają się też być dużo mniejsze. Tutaj też najczęściej jedzenie wiąże się z silnym poczuciem niepokoju, a motywacją jest chęć jak najszybszego zaśnięcia.

Potrzebna pomoc, bo choruje środek

Nadwaga i otyłość  często towarzyszą tej chorobie, a jednak to wnętrzem w pierwszej kolejności, a nie zewnętrzem, trzeba się zająć. Dotrzeć do środka. Dotrzeć do często zranionego, bezbronnego i pełnego prawdziwych emocji środka.

Im dłużej pracuję z klientami w tym obszarze, tym mocniej i wyraźniej rozumiem ranliwość i ból każdego środka. Terapia czy wsparcie psychologiczne obejmuje w tym wypadku pogłębioną edukację związaną z emocjami, potrzebami i mechanizmami przekonań na temat obrazu siebie i na temat jedzenia, pomoc i wsparcie w konsekwentnym ich odkrywaniu. A dopiero później przychodzi moment na zmianę. Powolne i żmudne odkręcanie niedobrych mechanizmów koncentruje się wokół wyzwalaczy emocjonalnych i śledzenia indywidualnych łańcuchów przyczynowo – skutkowych.
Wreszcie z czasem przychodzi zamiana nawyków na zdrowsze.
To bardzo delikatna i subtelna praca.
To praca pełna emocji.
Na szczęście przynosząca długotrwałą ulgę i poprawę jakości życia.

„ Powiem prawdę. Kocham jeść i kocham smacznie jest. Od czasu terapii uczę się oddzielać jedzenie od przeżywania i wyrażania emocji. Uczę się sprawdzać, co aktualnie czuję i z jakimi okolicznościami to jest związane. Dobrze wiem, że za każdym razem, gdy tylko przestaję wyrażać złość albo napięcie, ryzyko powrotu napadów jest zbyt wysokie.”

Jeśli zauważasz u siebie podobne mechanizmy, nie bój się poprosić o pomoc.
Idź i skonsultuj.
Pogadaj. 
Pamiętaj, że ta choroba jest podstępna, uwielbia tajemnice i dość mocno utrudnia życie.
Pamiętaj, że nie musisz żyć w upokorzeniu i bezsilności.

I pamiętaj, że nie jesteś sama. 

Jest wiele kobiet, które znają najciemniejszą stronę tej choroby.
Uczciwie wyznają i pokazują przemiany.
Opowiadają, jak krok po kroku uczą lub uczyły się wychodzić z tej destrukcji i cierpienia.
Opowiadają swoje tajemnice.
Zobacz i zainspiruj się tymi historiami:

Wspaniała i uśmiechnięta kobieta, którą miałam okazję poznać przy okazji Targów Size Plus w Łodzi. Uśmiechnięta i energiczna kobieta, pełna pomysłów. Nie miałam pojęcia, że cierpi i powoli wychodzi z cienia. Kiedy przeczytałam jej wpis na blogu, siedziałam wzruszona przez parę chwil.

Mądra kobieta, która skrupulatnie i rzetelnie opowiada o swoich doświadczeniach, nazywając się pieszczotliwie krągła babką. Anety jeszcze nie znam osobiście. Już natomiast czuję, że herbata w Krakowie, na którą się umawiamy, jest doskonałym pomysłem.

Kobieta, która z pasją i uśmiechem opowiada, że można zacząć w zdrowy i nowy sposób. Odważnie pokazuje efekty własnego wysiłku i motywacji. Kocha bieganie.

  • I wreszcie sama przeszłam przez to.

Tak. Chorowałam przez 5 lat prawie piętnaście lat temu. Nikt nie potrafił postawić jednoznacznej diagnozy. Miałam wtedy 21 lat i tułałam się od psychologa do psychologa w nadziei, że ktoś pomoże.
Bo ani to bulimia, ani anoreksja, jak więc diagnozować?
Może depresja? Może tendencje dwubiegunowe? Autodestrukcje?
O matko, ile tych gabinetów odwiedzałam… Szkoda, że wśród nas psychologów jest tylu nieumiejętnych pomagaczy, szarlatanów i zupełnych ignorantów. Szkoda. Na szczęście wygrałam. Na szczęście krok po kroku, z lektury w lekturę, i wreszcie w mądrej głębokiej terapii własnej, uczyłam się siebie.

Dziś jestem psychologiem i terapeutą. Dziś sama pomagam. Pracuję z kobietami. I wspieram.
Najrzetelniej jak potrafię. Uczciwie pokazując, że nie wierzę w trzy kroki do zmiany, wersje instant i psychozabawy motywacyjne. Zobacz, jak rozumiem profesjonalne wsparcie.

Uważam, że to choroba, która z powodu tajemnic, jest bardzo inteligentna.
Ukrywa się pod wieloma objawami.
I dlatego należy się za nią zabrać porządnie.
W mądry sposób.

Widzisz już ile nas jest?
Przeszłyśmy przez to.
Ty też możesz.

Napisz, jeśli potrzebujesz wsparcia lub chcesz opowiedzieć o sobie.
A może znasz inne miejsca, gdzie można znaleźć informacje o tej chorobie? Podrzuć linki. Koniecznie.

Trzeba nam kobietom opowiadać o sobie.
Trzeba nam wychodzić z cienia.
Wreszcie.

Zapraszam.

Marta

 

Fragmenty tego artykułu opublikowane zostały na portalu zdrowaglowa.pl – znajdziejsz go tutaj:

Zapraszam

 

You Might Also Like

17 komentarzy

  • Reply
    Aneta
    3 lutego 2016 at 21:22

    Marta, wielkie brawa za ten wpis! Miliony uścisków!! Też nie mogę się doczekać naszego spotkania 🙂

    • Reply
      Marta
      4 lutego 2016 at 10:51

      Aneta.
      dziękuję. dziękuję. dziękuję.
      coraz wyraźniej widzę, że to co najgorszego możemy sobie ufundować, to izolację i samotność.
      tak więc, jak słusznie piszesz, przełamujemy tabu.
      robimy mądry hałas w ważnej sprawie.
      no i bardzo się cieszę na krakowskie spotkanie.

  • Reply
    13 łyżeczek nutelli i emocjonalny głód – PSYCHOLOGIA | KOBIETA | ŻYCIE
    18 lutego 2016 at 03:59

    […] – no coś ty, ja też to mam! – obruszyła się ostatnio znajoma, z którą konwersowałam na temat objadania się. – udowodnij ty chudy patyku! – wezwałam na pojedynek. żartobliwie. choć w duchu nie wierzyłam, że chudy patyk może doświadczać kompulsów. o napadowym i kompulsywnym jedzeniu napisałam też tutaj. […]

  • Reply
    Marta Ż
    18 lutego 2016 at 22:37

    Tak tu miło, jeszcze kameralnie… Dzień dobry, imienniczko! 🙂

    Łzy zakręciły mi się w oczach przy Twoich cytatach – wreszcie czytam kogoś, kto formułuje moje własne odczucia. Wiem, że są takie osoby (czasem myślę, że całe rzesze), ale w necie trudno o znalezienie czegoś porządnego… i jest!

    Chyba już rozumiem, że zawsze pozostanę uzależniona, ale wydawało mi się, że zaczynałam sobie radzić… No i siedzę teraz ze słoniem w brzuchu, co gorsza – dobrze wiem, dlaczego. Ba, wiedziałam to nawet, zanim zaczęłam. (Więc może jednak jestem leniwą, słabą, żałosną..?) Niedopuszczanie złych emocji, karanie się, perspektywa czekającego obowiązku, no i parę innych… O, i jeszcze strach przed sukcesem, przed byciem atrakcyjną, przed utrzymaniem sylwetki…

    Dużo by pisać, a i tak już poleciałam 🙂 Czasem myślę, że wmawiam sobie problem, ale chyba stos śmieci i naczyń pozostawiony w kuchni rozwiewa moje wątpliwości.

    Pozdrawiam więc i obiecuję, że wrócę 🙂

    • Reply
      Marta
      18 lutego 2016 at 22:54

      Marta… dziękuję za komentarz i kawałek Twojej historii. Zadumałam się. Wiesz. Chcę Ci powiedzieć, że każdego słonia w brzuchu można oswoić. Da się. Można. Warto. Dużo by pisać, wiem. Zdecydowanie jednak niczego sobie nie wmawiasz. Nie wmawiaj sobie tego dziewczyno, że sobie wmawiasz. Popatrz słoniowi w oczy. Słonie to najsilniejsze i najłagodniejsze zwierzęta świata. No. Trzymaj się. Mocno. I zapraszam.
      m.
      p.s. Marta to całkiem ładne imię, prawda? Wiesz co o oznacza? W aramejskim oznacza Panią Domu/Gospodynię. Każda dobra gospodyni zostawia czasem niepozmywane gary. Taka kuchnia jest domowa. Swojska.

  • Reply
    Marta Ż
    19 lutego 2016 at 19:43

    Wiesz, psycholog mi kiedyś powiedziała, że zjedzenie całej czekolady to coś normalnego u kobiety. I kilku różnych smakołyków też. „Unormalnienie” w moim umyśle jedzenia ponad normę trochę mi pomogło, rzeczywiście. Zwłaszcza że wcale nie jestem w rozmiarze XL (ale mam nadzieję, że to nie dyskwalifikuje mnie jako Twojego czytelnika? ;D). A też myślę, że takie mamy czasy… konsumpcja – seriali, pieniędzy, seksu, taniej i niewymagającej przyjemności. Większość ludzi je więcej, niż potrzebuje. Robi w wolnym czasie to, czego wcale nie chce robić. A ja mam niby problem?

    Jednak znam to uczucie obsesji, znam uczucie kaca (to chyba wyczytałam na blogu Ani), znam stan transu.

    To prawda, o słoniu chcę zapomnieć, zamknąć go w klatce, a on i tak w końcu wróci i obrażony zrobi mi na złość 😉 Zawsze, gdy trochę schudnę i czuję się taka atrakcyjna i wolna od obsesji jedzenia, staram się o nim nie myśleć, a w rzeczywistości myślę nieustannie – bo boję się utraty nowego stanu. Więc jak dokonywać zmian? Jak bardzo powolne mają być, by słoń się nie obraził?

    Przepraszam, rozpisuję się. Mogę? 🙂

    To nadal chaos, a Tobie przysporzyłam czytania 😉

    PS Zostawione gary bywają ok, ale na te po słoniu nie mogę patrzeć 😉 Ciąg dalszy uciekania.
    PS 2 Jestem też Panną. Pedantka 😛

    • Reply
      Marta
      19 lutego 2016 at 23:38

      Marta. Obrażone słonie bywają bardzo konsekwentne w pokazywaniu swoich fochów 🙂 dlatego najlepszą metodą jest oswajanie. Nie wiem do końca, czy to chodzi o powolność zmian, czy o ich konsekwencję i utrwalenie. Każda zmiana ma swoje indywidualne tempo. I wreszcie, czy tutaj chodzi o jakiś maraton? Bo to może pachnieć nową całkiem obsesją…
      Rozpisuj się. Zapraszam. To miejsce ma też temu służyć. W końcu zaprosiłam, więc z jakiego powodu teraz tak się onieśmielasz i cofasz? hm?
      m.

      p.s. pedantyzm brzmi jak perfekcjonizm. to jedna z sióstr rozmaitych obsesji i kompulsów. niestety. każde ciśnienie ma swoją cenę.

      • Reply
        Marta Ż
        20 lutego 2016 at 10:20

        Onieśmielam się, bo… ale, no właśnie, zaprosiłaś. Może to pozostałości z dawnego oporu przed opowiadaniem o sobie – bo to nudne, bo kto chce tego słuchać, bo u mnie zawsze jest chaotycznie i długiiiiiiimi zdaniami. Chyba jednym z powodów jest bycie egoistką pozamykaną na innych – skupiam się na własnych odczuciach i sądzę, że wobec tego nie zasługuję na uwagę ludzi. Staram się nad tym pracować i być bardziej społeczna, ale jestem świadoma, że to nadal punkt do zmiany.

        Co do „prędkości” zmian, nauczyłam się, by nie robić wszystkiego na raz, by nie startować z wieloma nowościami jednocześnie, by starać się o maleńkie kroczki. Ale i tu można zwariować. Nie wiem, jak połączyć organizację ze zdrową spontanicznością itp. Bla bla bla, znowu nowe tematy, nowe chaosiki 🙂

        Ok, to ja się „rozgaszczam” u Ciebie 😀 Poczytam, na pewno będę komentować. Dziękuję Ci za odpowiedzi.

        Czemu antywirus wskazuje Twoją stronę jako niebezpieczną..? 🙁

        • Reply
          Marta
          21 lutego 2016 at 01:06

          Marta. Zaprosiłam. Odpowiadam. Zamysłem tego miejsca jest też dialog, wymiana, dzielenie.
          Nie odczytuję chaosu 🙂 lubisz sobie tak dorzucać do pieca, co? Poza tym mam wrażenie, że nazywasz egoizmem to, co z mojej perspektywy jest osiowym objawem u osób chorujących na zaburzenia odżywiania. Przymus bycia silną/nym i przeświadczenie o tym, że kiedy jest trudno, trzeba radzić sobie samemu. Samowystarczalność. Izolacja. Może to jest wskazówka do spontaniczności? 🙂 Nie wiem. Głośno się zastanawiam.
          Zapraszam cały czas, jak widzisz odpowiadam strrrasznie długimi zdaniami 😉
          m.
          p.s. Skonsultowałam tego antywirusa ze specem. Powiedział, że prawdopodobnie masz restrykcyjnego antywirusa. [cokolwiek to znaczy…]

  • Reply
    Marta Ż
    23 lutego 2016 at 10:57

    Ha, trochę lubię [dorzucać sobie do pieca]! Myślałam, że jestem już pewniej stąpająca po ziemi, dużo bardziej optymistyczna i dostrzegająca swoje zalety, ale ostatnio to chyba prysnęło… Pogoda, rozstanie, przeprowadzka. Najwidoczniej moje wewnętrzne zmiany były jeszcze niezbyt ugruntowane. Albo usilnie uciekam od swojej własnej osobowości? Ale w takim razie jak zrobić miejsce na rozwój? Chyba jestem jeszcze mocno niedojrzała.

    A moje poczucie chaosu wynika może z tego, że przedstawiam tylko skrawki swojej historii, co może ją zniekształcać…

    Jak, na przykład, kwestia egoizmu… Mam wrażenie, że cały swój czas poświęcam na myślenie o swoim rozwoju, swoich potrzebach, swoim samopoczuciu. Wszystko to kręci się w mniej lub bardziej jasny sposób wokół jedzenia… cholera, rzeczywiście! Czasem mam wrażenie, że wszelkie moje nowe zajęcia są powodowane tym samym.

    Branie od kogoś bierze się z poczuciem obowiązku, mam wrażenie, że nie potrafię dawać. Że wszystko wiąże się z jakimś przeliczaniem na opłacalność… a może każdy to robi, ale ja w bardziej uświadomiony sposób?

    Dziękuję za tę wymianę długich zdań 🙂 I za konsultację informatyczną!

  • Reply
    Marta
    7 marca 2016 at 01:29

    Marta. Tak sobie czytam, co piszesz i jestem w sporym kłopocie. Bo widzisz… czy rozstanie i przeprowadzka to nie jest rozwój właśnie?… Czasami to wiadomo dopiero po jakimś czasie. Natomiast jestem bardziej niż pewna, że podczas przeprowadzki można szukać źródła wielu zasobów. Poszukaj 🙂 Koniecznie.
    Marta
    p.s. Lubienie dorzucania sobie do pieca brzmi jak lekki rys masochistyczny. Po co to sobie robisz? Do czego tego potrzebujesz?

  • Reply
    Marta Ż
    18 marca 2016 at 20:09

    Rozstanie, które niweczę (nie pierwszy raz), bo w obliczu stanów depresyjnych znów powoli wracam do niego… Tak chyba się nie powinno, ale z drugiej strony… I bądź tu mądry.

    Szukać źródła wielu zasobów..? Hm, chyba nie do końca to zrozumiałam. I może to nie ma tak dużego odniesienia do mojego przypadku. W każdym razie trzeci miesiąc czuję się tu samotna i obca, mając wrażenie, że w wieku 26 lat powinnam kupować mieszkanie albo budować dom, a nie wynajmować kolejną „przejściówkę”.

    A takie przenosiny są bardziej stresujące niż się wydaje.

    Po co się krzywdzę, no właśnie. Po co karam się jedzeniem itd. Różne mam teorie. Na przykład taką, że to mi umożliwia użalanie się nad sobą. W dzieciństwie byłam beksą, a teraz może jem zamiast płakać? Dodatkowo, i tak płaczę później. Chyba lubię też ten stan naprawiania, oczyszczania, porządkowania. Najłatwiej odbić się od dna… Mój świat jest raczej dualistyczny, dobrze albo źle, jem-nie jem, ład-bałagan.

    A do czego potrzebuję uprzedzania ludzi, że wiem, że coś robię źle (że wnoszę chaos, że mam wadę tę, tę i tę?)? Myślę, że nie chcę tego słyszeć od innych, wolę sobie sama to uświadomić i unikać odpowiedzi na zarzuty.

    Czy ja wciąż uciekam? Im bardziej w las, tym ciemniej. „Prości ludzie” mają łatwiej, co?

    • Reply
      Marta
      23 marca 2016 at 21:12

      To zdaje się, że wszystko wiesz 🙂 i siebie znasz. i powody swojego zachowania znasz. hm. brzmi świadomie. i jakbyś o wszystkim decydowała ze względną lekkością. nieźle. to przypomnij, w czym jest problem? 😉

  • Reply
    wyznania jedzenioholików – PSYCHOLOGIA | KOBIETA | ŻYCIE
    11 kwietnia 2016 at 18:19

    […] kobieta przyznaje się do napadów obżarstwa. O napadowym jedzeniu kompulsywnym pisałam już tutaj i na portalu Zdrowa […]

  • Reply
    jedzenie napadowe. wypełnij kwestionariusz – PSYCHOLOGIA | KOBIETA | ŻYCIE
    11 kwietnia 2016 at 19:09

    […] objadanie? 5 głównych charakterystyk napadowego objadania znajdziesz w artykule na temat: Życie z kompulsami. O jedzeniu napadowym. Warto też poczytać Wyznania Jedzenioholików, które w dość przejmujący i obrazowy sposób […]

  • Reply
    jedzenie napadowe #1 – PSYCHOLOGIA | KOBIETA | ŻYCIE
    11 kwietnia 2016 at 20:14

    […] Ciebie? 5 głównych charakterystyk napadowego objadania znajdziesz w artykule na temat: Życie z kompulsami. O jedzeniu napadowym. Warto też poczytać Wyznania Jedzenioholików, które w dość przejmujący i obrazowy sposób […]

  • Reply
    Co myśli jedzenioholik? 8 ryzykownych myśli powodujących napady. – PSYCHOLOGIA | KOBIETA | ŻYCIE
    13 sierpnia 2016 at 20:12

    […] przejawem choroby (BED – and. binge eating disorder; pisałam o charakterystyce tej choroby m.in. tutaj), cierpi nie tylko ciało poddawane torturom wrzucanego weń materiału do strawienia, materiału o […]

  • Leave a Reply